Nadprodukcja towarów, zwłaszcza w okresie kryzysu, przyprawia o ból głowy szefów wszystkich prawie firm. Dotyczy to też branży budowlanej, w tym sieci sklepów. DIY. I tu w sukurs może przyjść merchandising w sieciach DIY. Polega to na promocji danej marki, produktu, poprzez układanie danego towaru w najbardziej prestiżowych miejscach i dodatkowo na wysokości wzroku, osoby przebywającej w placówce handlowej. Jest to wpływanie na klientów, aby jak gdyby mimochodem wzięli do ręki dany towar. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że go kupią. Tak wskazuje doświadczenie. Koszy przeprowadzenia kampanii mechadisingowej, w porównaniu do zysków ze sprzedaży są znikome. Nie dziw więc, że bardzo dużo firm kusi się na taką formę marketingu. Powierzają to zadanie wyspecjalizowanym agencjom reklamy, które wiedzą w jaki sposób eksponować daną rzecz. Sam doświadczam i poddaję się takim praktykom. Musiałem przerwać pisanie tej notki, bo żona zadecydowała, że mamy pojechać do marketu budowlanego. Pojechaliśmy po co innego, ale przy okazji kupiliśmy farbę emulsyjną, bo była ustawiona w głównym ciągu komunikacyjnym. Jak już ją miałem w koszu, przeszedłem kawałek w głąb sklepu, aby zobaczyć ceny innych producentów. Okazało się, że te w głębi były w niższych cenach. Ale efekt psychologiczny zadziałał – zostawiłem tę droższą, „bo pewnie jest lepsza”. Dopiero teraz , w domu, doszedłem do wniosku, że niepotrzebnie przepłaciłem. Ale producent zarobił na mnie, dzięki merchadisingowi w tym markecie. Jak z tego przykładu widać, nawet człowiek znający niuanse marketingi daje się na to nabierać.

Dopisz swój komentarz :)